Rate this post

Jakiś czas temu środowiska osób stale pozostających na różnego rodzaju dietach zelektryzowała wieść, iż wszystkie diety są nieważne jeśli zjadanych pokarmów nie dostosujemy do grupy krwi. Przyznaję, że sama eksperymentowałam z tą dietą, ale szybko eksperymenty zarzuciłam, bo mój organizm domaga się zupełnie innych składników niż te, które twórca diety zaleca dla mojej grupy krwi. Zgodnie z założeniami tej diety powinnam być wegetarianką, problem w tym, że na brak mięsa w diecie mój organizm reaguje pogorszeniem nastroju i ostrym buntem fizjologicznym, którego objawów pozwolę sobie w tej chwili nie opisywać.

Teoretycznie i na pierwszy rzut oka dieta zgodna z grupą krwi wydaje się być na tyle bezpieczna i różnorodna,  że trudno wysunąć w stosunku do niej jakieś konkretne zarzuty. Problem jednak w tym, że nie sposób znaleźć żadnych naukowych dowodów na to, jakoby grupa krwi mogła warunkować naszą dietę. Nie znalazłam żadnych miarodajnych badań potwierdzających jej skuteczność, a wywody autora diety (zawarte w kilku książkach) też nie mają żadnego naukowego poparcia. Innymi słowy całość opiera się na hipotezach, ale do rzeczy. Przyjrzyjmy się bliżej programom dietetycznym proponowanym poszczególnym grupom krwi.

Grupa krwi A

kropla krwiTwórca diety twierdzi, że osoby z tą grupą krwi są typowymi wegetarianami. W efekcie spożycie mięsa bardzo niekorzystnie odbija się na ich organizmach. D’Adamo każe wykluczać z diety i mięso i produkty mleczne co jest zaleceniem najłagodniej rzecz ujmując niezgodnym ze zdrowym rozsądkiem. Mam tę właśnie grupę krwi i stwierdzam, że wykluczenie z diety papryki, ryb, ziemniaków jest kolejnym wielkim nieporozumieniem. Nie wyobrażam też sobie życia bez serów, bez nich nie miałabym tak zdrowych zębów. Jedzenie surowych warzyw też nie wydaje mi się najlepszym pomysłem, bo powodują one wzdęcia i problemy jelitowe. Podobnie jeśli chodzi o soję – zastępowanie mięsa soją jest zbrodnią przeciwko tarczycy. Stosowanie się do zaleceń dietetycznych D’Adamo u osób z grupą krwi A może prowadzić do anemii, obniżenia odporności organizmu osteoporozy i problemów neurologicznych i psychicznych.

Grupa krwi 0

Zalecenia dietetyczne dla osób z tą grupą krwi brzmią znacznie bardziej zachęcająco. Mając tę grupę można jeść prawie wszystko, jedynie ograniczać nabiał. Generalnie zalecenia w tym przypadku są znacznie rozsądniejsze, ale mimo wszystko trudno zgodzić się z eliminacją z diety nabiału choćby z uwagi na fakt, iż jest on cennym źródłem białka i wapnia.Z drugiej strony zalecana jest eliminacja nabiału, co brzmi co najmniej dziwnie. Poza tym można (i należy) jeść wodorosty, ryby, banany, kapustę, szpinak i czerwoną paprykę. Unikać należy ziemniaków, soczewicy, brukselki czy kalafiorów.
Ciekawe jest to, że twórca diety tak dziwnie rozgranicza kwestie spożycia warzyw kapustnych.

Grupa krwi AB

Tu ponownie pojawia się zalecenie odnośnie odstawienia czerwonego mięsa. D’Adamo radzi też wykluczyć z diety nasiona i wszelkiego rodzaju pestki, kaszę gryczaną, masło i pełnotłusty nabiał. Zalecane są mleczne napoje fermentowane, soja (nawiasem mówiąc soja powtarza się w każdym zaleceniu tak jakby autor diety lobbował na korzyść tej dość kontrowersyjnej rośliny), warzywa i owoce, wodorosty. Zastrzeżenia co do sensowności tej diety są podobne jak w przypadku diety dla grupy krwi A. Eliminacja mięsa nie sprzyja utrzymaniu zdrowia, nadmiar soi szkodzi, a eliminacja nasyconych kwasów tłuszczowych (pełnotłustego nabiału, masła, mięsa) prowadzi do zaburzenia gospodarki hormonalnej. Te kwasy również są nam niezbędne.

Grupa krwi B

Kuriozum wydaje mi się wykluczenie z diety dla osób z tą grupą krwi – pomidorów, których cennych właściwości odżywczych nie kwestionują nawet najwięksi sceptycy. Poza tym zalecenia wydają się dość rozsądne, bo twórca diety namawia do spożywania warzyw, mięs (baranina i dziczyzna), twarogów. Odradza natomiast drób (fakt – jest on dziś faszerowany hormonami), orzechy, siemię lniane, oleje roślinne.

I to dość kontrowersyjne zalecenia, bo spożycia nienasyconych kwasów tłuszczowych (oleje roślinne, orzechy etc.) źle odbija się na organizmie. WSPÓŁCZESNY CZŁOWIEK CIERPI NA PERMANENTNY NIEDOBÓR TYCH KWASÓW.

Dieta ta, jak dla mnie, pełna jest sprzeczności. Autor jakby całkowicie nie przejmował się kwestią konieczności dostarczenia organizmowi wszystkich niezbędnych mu składników odżywczych. De facto pozostając na niej należałoby stale stosować suplementację. Dietę trudno zaakceptować, a przez książki trudno przebrnąć, bo roi się w niej od kategorycznych stwierdzeń kłócących się nawet ze zdrowym rozsądkiem (nie wspominam o braku podstaw naukowych).

A co Wy na to?

Kilka refleksji na temat Slimette - Ważne! Jeśli masz chwilę przeczytaj koniecznie!
Dieta hollywoodzka, czyli odchudzanie w gwiazdorskim wydaniu

Anita Jurkin

pozdrawiam :-)

FEEDBACK


4 + jeden =

pięćdziesiąt sześć − pięćdziesiąt trzy =